Poniżej przedstawiam kilka tekstów towarzyszących moim wystawom indywidualnym.

NatalyaO Mutacje Milczące
MUTACJE MILCZĄCE. Patrząc na obrazy Natalii O. (Natalii Okoń – Rudnickiej) łatwo jest zauważyć połączenie bardzo dekoracyjnej, figuratywnej formy z cokolwiek abstrakcyjną czystą barwą i równie abstrakcyjną w swej istocie radością malowania, związki pomiędzy tym co surrealne (polecam Państwa uwa­dze tytuły obrazów) i tym co nas otacza nie tyle w tzw. 11realu”, lecz raczej w wypełniającej naszą świadomość w coraz większym stopniu rzeczywistości medialnej, w której, jak wiadomo, wszyst­ko jest już możliwe. Dawne bestiariusze łączą się tu bowiem z dzisiejszą pop-kulturą, a święci pańscy i ich martyrologiczne dzieje mogą podlegać takim samym prawom podaży i popytu, by nie wspominać o konsumpcji, jak towary z hiper-marketu. Wszystko jest zjadane i wszyscy chcą kogoś lub coś zjeść. Wszystko podlega przemianie, aby wszystko mogło pozostać takie samo. Mutacje Milczące to takie, które nie mówią, że są, ale tworzą się nieustannie w podskórnym i podprogowym świecie naszej imaginacji. Dzieją się cuda, o których nawet nie wiemy, że zaist­niały, a przez to, że pozornie nie ma barier dla wyobraźni, artysta musi takie bariery tym wyraź­niej zakreślać, polegając na swej intuicji i chęci opowiedzenia ciekawej historii, która winna być nie tyle usłyszana, co obejrzana i to obejrzana wielokrotnie, ponieważ inaczej nie dotrzemy do jej myślowego i groteskowego jądra. Obrazy Natalii O. są kunsztowne malarsko i na pierwszy rzut oka wręcz 11plakatowo-reklamowe”, łatwo jest sobie je wyobrazić w mieszkaniu nowoczesnego juppie i w komercyjnym banku, w galerii sztuki i na ulicznym posterze, jako zachętę do zakupów i produkt sztuki wysokiej wymagający szczegółowego namysłu i analizy bliskiej metodom wy­pracowanym przez historię sztuki. Jednocześnie Natalia O. mieszkając we Wrocławiu, potrafiła dostrzec w tym mieście, na którym swoje niezatarte piętno wywarły liczne wojny i kilkadziesiąt lat PRL-u, sporo realistyczno-magicznej poezji, dzięki której Superman zamienia się w kobietę i szybuje nad podwórkami przy ulicy Ruskiej, a Żółty Anioł przelatuje ponad ludźmi, którzy bar­dziej przejmują się bananem na drodze do poziemnego parkingu (można się pośliznąć), niż nie­bieskim posłańcem. Obrazy Natalii O. potwierdzają też słowa Pascala Quignarda, że 11podobizny w dziełach sztuki zawsze fascynują bardziej niż żywe modele, ponieważ podobizny wykazują mniejszą chęć do ożywania i metamorfozy[ … ] Kto lubi oglądać malarstwo, jest podejrzany. Życie się nie przegląda [ … ] Ego wymaga odbicia, oddzielenia wnętrza od zewnętrza, obumierania tego, co wchodzi i wychodzi, przechodzi bez przerwy z jednego do drugiego [ … ]. Każdy człowiek, który sądzi, że wie, stracił głowę i zapomniał, że wziął się z pierwotnego przypadku. Każdy człowiek, który sądzi, że wie, odcina sobie głowę. Jego odcięta głowa pływa zanurzona w zwierciadle jak w wodzie. To go fascynuje (wprowadza w erotyczny zamęt) i jednocześnie chroni przed szaleń­stwem” .
Życzę Państwu, po obejrzeniu wystawy prac Natalii O., wiele erotycznego zamętu (nawet bez odcinania sobie głowy) i zabrania z dostojnych sal wrocławskiego Ratusza odrobiny wizualnej radości. To na pewno uchroni nas wszystkich, przynajmniej na jakiś czas, przed szaleństwem.

Waldemar O.

 
’Cytat za: P. Quignard, Seks i trwoga, przełożył i posłowiem opatrzył K. Rutkowski, Warszawa 2002, s.152/153
NatalyaO seeds
 
SEEDS. Przypadki Karoliny R. Prezentowane obrazy powstały na przestrzeni kilku ostatnich lat. Jeżeli spojrzymy na nie chronologicznie, łatwo dostrzeżemy, że każde płótno jest swoistym wewnętrznym autoportretem, ilustruje zmieniające się – niekiedy jak w kalejdoskopie – poszczególne etapy mojego życia i wszystko to, co się z nimi wiąże. Dostrzec można też diametralną różnicę między feerią barw i niekiedy popartowością kompozycji prac wcześniejszych, a wyciszeniem, zamyśleniem, czy wręcz zawieszeniem w bieli ostatnio powstałych obrazów. Owa biel może działać kojąco, ale też niesie ze sobą niepokój, co może lub mogłoby ją wypełnić, jest formą oczekiwania na to, co przyniesie przyszłość.
Kompozycje drukowane na płótnach są, dodatkowo, pretekstem do rozmowy o procesie powstawania dzieła i o zasadności malowania obrazów jako takich – czynność ta w czasach wszechogarniających mediów i naporu sztuki czysto konceptualnej może wydawać się już tylko fanaberią twórcy.
Czy jest nią rzeczywiście?
Każde z  prezentowanych dzieł jest jak nasiono, rzucone, aby miało szansę ulecieć, zagnieździć się i, być może, zakiełkować w duszy odbiorców.

Natalia Okoń-Rudnicka

Antoni Słonimski twierdził, że dzieci są zakałą świata. Może dlatego, że nigdy ich nie miał i sam był przez całe życie dużym, upartym i przekornym  dzieckiem. Dzieci na dawnych obrazach najczęściej trwają w wymuszonych pozach, są poważne i przedwcześnie dojrzałe, słuchają starszych i nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Dzieci na obrazach nowszych bawią się, psocą, są często niewinnym i sentymentalnym dopełnieniem życia dorosłych. Tak naprawdę, zawsze grają jakąś rolę wymyśloną przez innych, niekiedy przydawane im są magiczne znaczenia i funkcje, ponieważ potrafią odczytać język Natury równie prostej i naiwnej jak one. Nieskażone cywilizacją dziecko potrafi wszystko nazwać inaczej, potrafi też dziwić się wszystkiemu, co je otacza, a jego świat jest pełen tajemniczych przygód, spotkań i wzruszeń. To ono „widzi jasno w zachwyceniu”, nawet jeżeli przygląda się jedynie pełznącemu po ścieżce ślimakowi lub ptakom na gałęzi, to ono zawsze chce zobaczyć, co jest z tyłu i co dzieje się za wysokim parawanem. Nie ma dla niego przeszkód, ponieważ jedyną przeszkodą, jaką napotykamy na co dzień, jest nasza wyobraźnia, a tej dzieci mają wręcz w nadmiarze, ponieważ dla nich każdy dzień dopiero się rozpoczyna. Pozostaje odwieczne pytanie, czy do tego wielowiekowego już konglomeratu przeświadczeń, stereotypów, kalek obrazowych można jeszcze coś dodać. Czy można na nowo, wykorzystując tradycyjne techniki  malarskiego przedstawienia, powiedzieć coś ponad to, co zostało dotąd powiedziane. Patrząc na obrazy Natalii Okoń-Rudnickiej łatwo jest dojść do wniosku, że w malarstwie nadal tkwią pokłady emocji i wzruszeń, jeżeli tak to można określić, prymarnych, a ich jedynym miernikiem, obok siły talentu artysty, jest autentyczność przeżyć i  wpisywanych w ukazywane sytuacje i sceny uczuć. Dotykamy tu bowiem sfery będącej w sztuce najtrudniejszą do określenia –  autentyzmu, którego nie da się niczym podrobić ani zastąpić, czegoś co tak naprawdę nie podlega słownemu zapisowi i mieści się w wizualnej chmurze linii, kolorów i figuratywnych wizerunków. Dziecko na obrazach Natalii jest wprawdzie powtarzającym się zarysem, ale na pewno nie jest  marionetką lub schematyczną figurką. To zapowiedź tego co się wydarzy i co już się dzieje, na razie w mikroskali pozornie nieistotnych przygód i niespodziewanych spotkań. Wokół niego roztacza się zaznaczony barwami wszechświat, którego synonimem jest matczyna dłoń, a w szerszym planie potrzeba opieki i pomocy trwającej często przez całe życie. Dzieci bowiem to nie tylko zakała świata jak chciał Słonimski, ale radość z możliwości dzielenia się sobą z kimś innym. I chociaż nie mamy żadnej gwarancji, że owo dzielenie sobą zostanie nam odpłacone, to i tak warto mieć dzieci, podobnie jak warto oglądać obrazy malowane nie tylko farbami ale i prawdziwym, matczynym uczuciem.

Waldemar Okoń

NatalyaO wielkie żarcie baner
WIELKIE ŻARCIE. W słynnym filmie Marco Ferreri z 1973 roku „Le grande bouffe” bohaterowie grani przez gwiazdy ówczesnego kina postanawiają popełnić samobójstwo w czasie przygotowanej przez siebie, gargantuicznej uczty. Nieopanowane i nieustanne żarcie ma jej uczestników doprowadzić do śmierci i wyzwolić z nudy jaka opanowała ich dostatnie i bezcelowe życie. Działają według precyzyjnie wykonanego planu pozwalającego im raz na zawsze przerwać bezsens istnienia, są groteskowi i obrzydliwi, a jednocześnie w jakiś tajemniczy i nie podlegający wyjaśnieniu sposób fascynujący. Podobnie fascynujące były holenderskie martwe natury, którym nieobca była myśl, iż wszystko jest marnością, ukazujące ogromne sterty jedzenia, pośród których kryła się niejednokrotnie starannie zakamuflowana, alegoryczna śmierć. Czy tego typu sztuka może powstawać współcześnie w świecie aspirującym do, nie tyle wielkiego żarcia, co nieograniczonej konsumpcji, dla której przedmiotem pochłaniania, trawienia i wydalania może być wszystko i wszyscy. Czy człowiek, jego ciało, wizerunek mogą ulec przeobrażeniu i stać się pełnym wewnętrznego napięcia i  melancholii Autoportretem, Czy świat, w którym nie tylko jedzenie, ale i cała kultura ulegają żarłocznym transformacjom może powrócić do stanu równowagi i pozornego uporządkowania. Czy kanibalizm będący jednym z czynników napędzających tryby współczesnej pop-kultury może być potraktowany jako element zabawy, gry z widzem, a nie śmiertelnie poważny przejaw psychozy, na którą cierpią szczególnie perwersyjni, ulubieni przez media, seryjni mordercy. Na obrazach Natalii O. ukazany jest po raz kolejny świat na opak. Zwierzęta są zmysłowe, kobiety pragną być zjadane i same niekiedy zjadają rośliny niestrawne i kolczaste, dorodnej kaczki za to nikt nie zjada, ponieważ to ona, bohaterka  pamiętnego wierszyka dla dzieci przybiera pozę osoby ucztującej przy bogato zastawionym stole. Wszystko się może zdarzyć, gdyż nasze wielkie żarcie nie jest prawdziwe, jest wizualną fantasmagorią osiągniętą poprzez pewny swej wartości, wykwintny kolor  i staranny rysunek. Henri Matisse pojawiający się niekiedy w tle Jej płócien, pragnie nadal aby malarstwo było wygodne i piękne, a nasze żądze przykryte lekką mgiełką barwnej ironii.  Patrząc na obrazy Natalii jesteśmy przez nie pochłaniani i zostajemy w nich na dłużej niż nasze spojrzenie. Nie przypadkowo jedyną osobą która przeżyła wielkie żarcie w filmie Ferreri była kobieta.  Wiemy, choć nie jest to dla nas, mężczyzn konstatacja nadmiernie optymistyczna, że do kobiet należy przyszłość, również w sztuce, która jest przecież  rodzaju żeńskiego.

Waldemar Okoń

NatalyaO freak show baner
FREAK SHOW to tytuł odnoszący się do serii obrazów powstałych na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, jednak na wystawie możecie Państwo oglądać również  wybrane prace namalowane w ciągu dziesięciu minionych lat.
Dla mnie samej każdy nowy obraz jest swego rodzaju niewiadomą; sięgam, w pewnym sensie po omacku, do fragmentów, szumów, zlepów i ciągów otaczającego nas świata, współczesnego i minionego.
Fragmenty te nieustannie zbieram i przechowuję, aby dojrzały i znalazły nowy sens w odniesieniu i pośród innych. Składam je w graficzne kolaże, nadaję im nowe imię – tytuł i dopiero wówczas obraz staje się kolejnym realnym bytem.
Każdy z tych bytów jest swoistą ilustracją jaźni, sposobem na przetrawienie przeze mnie zastanej rzeczywistości. To również trochę obrazek z kozetki psychoanalityka – przepracowany i pokazany kawałek mojego życia.
FREAK SHOW jest próbą odnalezienia i opowiedzenia siebie, to również próba odpowiedzi na pytanie – kto lub co jest bardziej szalone – artysta i to, z czym musi się zmierzyć, łącznie z „wytwarzaniem” obrazów, która to czynność jest dosyć odległa od głównego  nurtu współczesnej sztuki,  czy może wariaci zastygli na obrazach.
Postacie z tych obrazów nie martwią się bowiem swoim dziwactwem, wydają się je akceptować, a nawet nim cieszyć; raczej zapraszają  do znalezienia w sobie szaleńca, bo może jest to jedyne, co będzie nas w stanie  uratować  przed prawdziwym,  pozaartystycznym obłędem.

Natalia Okoń-Rudnicka

NatalyaO Toy's Voice
Toys’Voice jest kolejną próbą komentarza do otaczającej mnie rzeczywistości. To również kolejny autoportret wizualny chociaż znowu niezamierzony. Zabawki mówią lub milczą tu  za mnie. Zafascynowała mnie ich lekko nieporadna i jednocześnie bardzo wyrazista forma; były one robione kilkadziesiąt lat temu w dobrej wierze dla dzieci, a jednak zawierają w sobie coś cudownie brzydkiego i niezwykle niepokojącego.
Interesujący był tu dla mnie również fakt, że są to odwzorowania niegdysiejszych animowanych bohaterów, których przygody i perypetie już w założeniach odbijały jak w lustrze rzeczywistość ich twórców. Stały się wielowymiarową kapsułą czasu.
Na moich obrazach zabawki wprawdzie mówią ludzkim głosem, ale straciły niewinność. To chyba nieuniknione, kiedy zaczynamy się bawić nimi jako dorośli. Są nakręcane jak my, można sobie łatwo wyobrazić ich nieudolny ale bardzo konsekwentny ruch, dopóki oczywiście nie odkręci się sprężynka.

Natalia Okoń-Rudnicka

Zabawki, które mówią.
 
Sztukę od wieków dręczy pytanie, kim tak naprawdę jest lalka i jakie kalekie istnienie sobą uosabia? Czy jest naszym nieudanym sobowtórem, czy może kimś, kto niesie w sobie nie do końca rozpoznaną tajemnicę, której nie potrafimy odczytać. Lalki tylko pozornie służą do zabawy. Tak naprawdę są odbiciem naszych często perwersyjnych marzeń lub nigdy niewyrażonych tęsknot o bardziej szczęśliwym niż w rzeczywistości życiu. Lalki mieszkają w Arkadii, z której nie mogą uciec, są tam zamknięte jak dzikie zwierzęta w niewidzialnych klatkach i tylko czasami podnoszą swoje sztuczne powieki, aby się nam uważnie przyjrzeć, kiedy przypadkiem zabłąkamy się w ich krainie. Trzeba na nie uważać. Zepsute i skrzywdzone potrafią zabić, można je jednak spróbować oswoić wynosząc na strych lub sprzedając na pełnych przepychu aukcjach sztuki. Lalki na obrazach Natalii O. nie mówią swoimi słowami, stąd komiksowe dymki i pozór często lekko obscenicznej wypowiedzi. Słowa są zaczerpnięto ze sloganów reklamowych, z książeczek do nauki języka angielskiego, z opakowań zabawek. Bohaterowie komiksów też przecież są lalkami, które nagle dostały drugie życie, przeżywają przygody, kochają, walczą i szczęśliwie prawie nigdy nie umierają. Trwają na posterunku, aby nas ratować przed złymi mocami, lub po prostu starają się wywalczyć swoje miejsce na ziemi. W tym świecie wszystko jest możliwe. Marynarz Popeye zyskuje nadludzką moc dzięki szpinakowi, małe lolitki wodzą na pokuszenie, ale nigdy nikogo ostatecznie nie krzywdzą, Kaczor Donald i Kot Felix stają bohaterami pop-kultury, Superman ubiera w śmieszną pelerynkę, a metalowi kosmonauci oraz nurkowie wybierają się na podbój niezdobytego przez nikogo Kosmosu lub  dna oceanu. Króluje temu towarzystwu nieśmiertelna Myszka Miki, która tak naprawdę jest Myszkiem i tylko przez nieporozumienie wynikające z charakteru języka polskiego, zyskała u nas płeć żeńską, nie zawsze przystającą do jej awanturniczych i bohaterskich zachowań. Nie wiemy jedynie, dlaczego Myszkę ktoś nakręca ukrywanym staranie kluczykiem i kto porusza tą menażerią. Być może jest to Artystka wyczulona na timbre naszego sztucznego i konsumpcyjnego świata, być może jednak Jej udział w tej zabawie nie jest już konieczny, ponieważ  bohaterowie stworzonych przez Nią malarskich dramatów żyją jakby osobnym życiem, na przypominających pustynię, nieskończonych, białych płaszczyznach. Barwna forma wyodrębniająca się wyraźnie z tła, pozwala na  uważne przyjrzenie się komiksowym personom uwikłanym w  małe konflikty i słowne utarczki. Odrobina groteski i ironii sprawia, że  obrazy zaludnione przez anarchizujących, ale sympatycznych freaków powracają jak bumerang, kontynuując, zapoczątkowany przez Natalię O. na jej poprzedniej wystawie poświęconej „Mutacjom milczącym”, temat „świata na opak” opanowanego przez żywioł nieustannej zabawy i tańca na cywilizacyjnym śmietniku.
           Bawmy się zatem razem z Natalią O., bowiem ci, którzy się bawią, nie grzeszą i do nich będzie należało  Królestwo Fantazjany atakowane, jak wiemy, nieustannie przez ponurą, pracowitą i najczęściej pozbawioną zabawek Nicość.

Waldemar Okoń

 
światy równoległe baner
ŚWIATY RÓWNOLEGŁE. Teoria wieloświatów swoje podwaliny ma w fizyce kwantowej, a dokładniej w problemie jej pomiaru, którego wynik różni się w zależności od tego czy „podglądamy” dane zjawisko czy też nie. Zapoczątkował ją Hugh Everett w połowie lat pięćdziesiątych stawiając tezę, że to nie ingerencja człowieka wpływa na zachowanie cząstki, ale w chwili tej ingerencji wybieramy jedno uniwersum, w którym znajduje się dana cząstka odbywająca wszystkie możliwe scenariusze naraz w momencie „niepatrzenia”. W momencie ingerencji otwieramy zatem jedną ze szczelin możliwych jej trajektorii, dzięki czemu kopie wszechświatów potrafią się wyczuwać i w ograniczony sposób na siebie wpływać. Ta teoria stała się podwaliną dla obecnej we współczesnej popkulturze teorii multiwersum.
Stąd też tytuł wystawy: Światy równoległe, nawiązujący do dwóch postaw artystycznych funkcjonujących w tym samym uniwersum, jednak odbieranym w całkiem odmienny sposób. Z punktu widzenia jednostki nasza rzeczywistość wygląda dla wszystkich jednakowo, żyjemy w podobnych warunkach i na tej samej planecie, jednak z psychologii wiemy, że każdy z nas żyje w całkowicie odmiennej, własnej wersji nie tylko materialnego, ale i duchowego świata. Wizualizacji tej różnorodności najpewniej możemy poszukiwać w sztuce, stąd też potrzeba spotkania dwóch światów dwóch kobiet, absolwentek tych samych szkół, mających podobne doświadczenia, których jednak drogi twórcze i będące na ich końcu same dzieła bardzo różnią się od siebie.
Dla Natalii Okoń-Rudnickiej pierwszym narzędziem pracy jest komputer, w którym zbiera kawałki cyfrowej rzeczywistości. Jest to coś na kształt pamiętnika, dziennika, wewnętrznego bloga wizualnego, a zebrane fotografie są przez nią wielokrotnie przeglądane pozwalając natrafić na nową myśl, ścieżkę, którą podąża, i która czasem staje się motywem przewodnim całych cyklów malarskich. Inne zdjęcia dojrzewają latami i czekają na swój czas oraz są uzupełniane o nowe znaleziska i własne archiwa. Natalia z wybranych fragmentów tworzy kolaże cyfrowe, które. odkłada na parę tygodni, po to aby powrócić do nich i jeżeli mają dalej w sobie odpowiednią „siłę rażenia” decyduje się je namalować, przez co praca nad każdym wielkoformatowym płótnem trwa dosyć długo i każdy powstający obraz jest, jak to określa, jej „wychuchanym dzieckiem”.
Z kolei Katarzyna Rutkowska również wykorzystuje w swoich pracach technikę cyfrowych kolaży, jednak efekt jej działań artystycznych jest skrajnie odmienny, ponieważ po odrzuceniu figuracji powstają wizualne, jakby wywiedzione z dawnych dziecinnych kalejdoskopów obrazy, uświadamiające nam, że nasze multiwersum może przybierać formę abstrakcyjnych figur, które łącząc się ze sobą w rozległe cykle, stwarzają swoistą czasoprzestrzeń, która zapętla się i łączy wnikając tym samym nie tylko w strukturę obrazu i naszej nań reakcji, ale również w strukturę owych najmniejszych cząstek wszechświata, które stanowiąc o sobie i będąc w pełni wolne dostosowują się jednak do ludzkiej obecności i ograniczonych wymogów ludzkiego spojrzenia.

Katarzyna Rutkowska, Natalia Okoń-Rudnicka